Miałam się nie zakochiwać w sportowcu, a wyszło całkowicie odwrotnie. Podobał mi się od samego początku, a ja jemu. Był naprawdę cudownym chłopakiem, którego nie jedna mogłaby mi pozazdrościć.
Nasz związek był tajny. Bardzo tajny, bo wiedzieli o nas tylko najbliżsi znajomi, a raczej ich garstka.
Z czasem po prostu oszalałam na jego punkcie i nie chciałam by to kiedykolwiek się skończyło. Kochałam uzależniać się od dotyku jego dłoni, ust, oddechu... Codziennie na nowo. Uwielbiałam wsłuchiwać się w to jak opowiada o naszej cudownej i wspólnej przyszłości. Gdy słyszałam jego niski i lekko ochrypnięty głos, czułam przyjemne ciarki na całym ciele. Tak samo gdy mocno tulił mnie do siebie, wmawiając, że jestem tylko jego, nigdy nie da mnie skrzywdzić i ochroni mnie przed każdym złem tego świata.
Stojąc naprzeciw niego w urzędzie w starych jeansach, T-shircie i trampkach, miałam ten dzień za najpiękniejszy w swoim życiu. Liczyło się tylko to, że miałam go obok siebie i po woli wypowiadamy słowa naszej przysięgi małżeńskiej, wsuwamy na palec złotą obrączkę.
Do tej pory pamiętam słowa naszych przyjaciół, mówiących nam jakimi to jesteśmy szalonymi i bezmyślnymi głupkami. No cóż... Wtedy myślałam, że wszystko będzie łatwe, kolorowe i przetrwa lata. Że będziemy ze sobą na dobre i złe, tak jak przyżekaliśmy, patrząc sobie głęboko w oczy, widząc w nich tą młodzieńczą i szaloną miłość. Czasami tylko wracam do tego wspomnieniami i zastanawiam się nad tym, co byłoby gdyby to wciąż trwało...
***
Krótko, ale mi się podoba. Wyszło tak jak sobie to wyobrażałam :)
Zapraszam do śledzenia opowiadania, które już tak bardzo polubiłam, komentowania i zapisywania się do zakładki z informowanymi.
